Alfabet Zająca

ALFABET RYSZARDA ZAJĄCA


Marek Beylin

marek-beylinOd zawsze publicysta „Gazety Wyborczej”, a wcześniej jej protoplasty – podziemnego „Tygodnika Mazowsze”. Rasowy intelektualista, dobry kolega Adama Michnika, Jacka Kuronia, Janka Lityńskiego – razem redagowali pierwszy niezależny kwartalnik polityczny, słynną „Krytykę”. Byłem parę razy u Niego w domu, imponował mi strasznie niezwykłą lotnością umysłu oraz bezkresnym niemalże horyzontem intelektualnym. Ceniłem i cenię do dziś Jego intelekt najwyższej próby. Nie pamiętam dokładnie okoliczności, kiedy się poznaliśmy w podziemiu. Bywałem w środowisku KOR-ników, więc pewnie z tej właśnie okazji. Chyba frankofil, pamiętam że był razem ze mną (choć krótko) na stażu dziennikarskim w fundacji „Sciences Com” (we francuskim Nantes). Wtedy majstrowaliśmy stażowe pisemko „Reflexe”, głośno było wówczas wokół klasztoru karmelitanek w Oświęcimiu oraz bezdennie głupiej wypowiedzi ówczesnego prymasa Józefa Glempa. Wtedy Jacek Kurski napisał tekst „Jezus Chrystus też był Żydem”, natomiast ja: „Raczej łączyć niż dzielić!”. Najtrafniej potraktował zaś Glempa Marek Beylin – istota jego artykułu zawierała się w jednym zdaniu: „po pierwsze, nie wybiera się prymasa”! Kiedy dawni koledzy z „Solidarności” wsadzili mnie do więzienia w politycznym procesie „palantów z Solidarności”, Marek Beylin napisał w „Wyborczej” – „Jeżeli za określenie działaczy «Solidarności» mianem palantów, katowicki wymiar sprawiedliwości wsadza dziennikarza do więzienia na dziesięć miesięcy, to wartość komentarza, jaki należałoby wygłosić pod adresem tamtejszych władz sądowych i politycznych oceniam – na jakieś parę tysięcy lat odsiadki. Nie warto przy tej okazji pisać o zdradzie solidarnościowych ideałów, ani zdumiewać się moralną ewolucją niegdyś represjonowanych ludzi, którzy obecnie pakują do więzienia niechętnego im dziennikarza.”  Dziękuję Ci Marku!

zobacz w Wikipedii – Marek Beylin

Grzegorz Boguta

grzegorz-bogutaInteligent naprawdę sporego formatu intelektualnego, choć fizycznie był niezbyt imponujących rozmiarów. Teraz zmężniał. Ale można zaryzykować stwierdzenie, że w latach konspiry wyglądał jak zadziorny, roześmiany chłopczyk. Naukowiec zakochany w książce, o niemalże nieograniczonych horyzontach intelektualnych. Poznałem Go będąc młodzieńcem w czasach konspiry, ale Grześ nigdy nie dał mi, ani komukolwiek innemu odczuć że jest lepszy, mądrzejszy. Konwersacje z Nim to była prawdziwa przyjemność, zwłaszcza że oprócz wiedzy miał w sobie dużą dawkę radości z życia oraz wesołego podejścia do rozmaitych perypetii życiowych. Dość pochlebnie oceniał mojego „Bajtla”, chyba nawet zarekomendował mnie Andrzejowi Celińskiemu, dzięki czemu mogłem zrobić kolejny wywiad. Kto ma choć trochę pojęcia o podziemiu, musi wiedzieć, czym była „NOWA”. Szef legendarnej w podziemiu, KOR-owskiej Niezależnej Oficyny Wydawniczej nie wyglądał bynajmniej na tytana umysłu; był taki jakiś malutki i niepozorny. Początkowe wrażenie ulatniało się natychmiast, gdy tylko Grześ zaczynał mówić. Wyglądał na nieśmiałego chłopca, ale umiał i miał o czym mówić; nigdy nie podejrzewałbym go o jakąkolwiek ułomność umysłu. Biegał w parze z Adamem Michnikiem. „Kiedy NOWA ukończyła 10 lat — wyznał kiedyś publicznie Adaś, chcieliśmy hucznie obchodzić ten jubileusz, ale istniała uzasadniona obawa, że wkroczy policja i skonfiskuje nam z trudem zdobyte butelki szampana”. Grześ Boguta nigdy na brak wsparcia nie mógł narzekać, niezwykle ceniona przeze mnie Irena Lasota, to z Paryża, to z Waszyngtonu załatwiała Grzesiowi, co tylko mogła. A mogła wiele. Zanim komuna stała się trupem, założył Stowarzyszenie Wolnego Słowa, namawiając do współpracy rozmaitych wydawców. Zrezygnowawszy z tak jałowej aktywności, w efekcie czerwcowej wiktorii osiadł zmęczony na dyrektorskim fotelu Państwowego Wydawnictwa Naukowego i tak chyba już został. Grześ był zawsze człowiekiem kultury oraz człowiekiem nadzwyczaj kulturalnym. Razem z Adamem Michnikiem był w kwietniu 1989 współorganizatorem Niezależnego Kongresu Kultury, w którym miałem zaszczyć także uczestniczyć. Miło wiedzieć, że są na świecie ludzie, których mózg naprawdę sprawnie funkcjonuje. Naprawdę, duży format!

zobacz w Wikipedii – Grzegorz Boguta

Steven Blake

Jeden z poprzednich konsulów generalnych USA w Krakowie. Wzorowo bezbarwny urzędnik machiny dyplomatyczno – wywiadowczej USA. W czasie konspiry woziłem mu całymi kilogramami nielegalną bibułę, wdając się przy okazji w nader szczegółowe dysputy polityczne. Przedstawiałem także własne oceny sytuacji politycznej PRL-owskiego kraju. Ten dorobek naszych spotkań wysyłany był szyfrowaną pocztą dyplomatyczną wprost do amerykańskiego Departamentu Stanu. Niestety nie wiem, komu moje enuncjacje bardziej zaszkodziły: PRL-owi czy „Solidarności”.  W rewanżu pan konsul załatwił na mą prośbę trzy wizy do Stanów, w tym dwie dla bardzo znanych osób śląskiego podziemia. Za uporczywe godzenie w PRL-owski ustrój i pryncypia nie spotkała mnie wtedy żadna kara. Nie liczę bowiem trzydniowego pobytu w więzieniu na Rakowieckiej, choć mocno to przeżyłem i straszono mnie tam, że mnie „potrąci ciężarówka”. Do ówczesnego MSW, a potem za kraty na Rakowieckiej (miałem tam numer 4), zawleczono mnie w 1984. Było to po moim tajnym spotkaniu z II sekretarzem ambasady USA w Warszawie, czyli ówczesnym rezydentem CIA na Polskę. Znający te fakty działacze śląsko-dąbrowskiej „Solidarności” życzliwie rozpowiadali potem, że komuna się pomyliła, bo faktycznie pracuję dla Mossadu…

Stefan Bratkowski

stefan-bratkowski-mNiestrudzenie waleczny. Zawsze po jedynie słusznej stronie: organizator zjazdu Rewolucyjnego Związku Młodzieży, działacz komitetu centralnego Związku Młodzieży Socjalistycznej, w egzekutywie PZPR w Związku Literatów Polskich. Potem lider Klanu Płonącego Pomidora (młodzieżowy klub dyskusyjny, 1954), reporter legendarnego „Po Prostu”. W okresie „Solidarności” prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Uczestnik rozmów „Okrągłego Stołu”. Akuszer „Agory” oraz „Gazety Wyborczej”. Obecnie aktywnie asystował przy narodzinach „Komitetu Obrony Demokracji”. Wciąż ma do spełnienia jakąś cholernie istotną misję.  Jestem mu wdzięczny za nagrodę nielegalnego wówczas Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, przyznaną redagowanemu przeze mnie podziemnemu pismo młodzieży solidarnej „Bajtel”.  Mile wspominam też miesięczny pobyt na stażu dziennikarskiemu we Francji, nie napiszę więc już nic więcej…

zobacz w Wikipedii – Stefan Bratkowski

Zbigniew Brzeziński

Zbigniew BrzezinskiProfesor, były doradca Jimmy’ego – Który Zawsze Się Uśmiecha – Cartera, byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Uważany za „jastrzębia”. Wybitny specjalista od wlewania amerykańskiej wody do polskich mózgów. Dwa razy na własne oczy widziałem jak to robi: raz, dzięki zaproszeniu otrzymanemu ze sfer dyplomatycznych, uczestniczyłem w jego wykładzie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Druga sposobność natrętnie dopadła mnie podczas kampanii wyborczej w 1989 roku, w kierowanym przeze mnie warszawskim Biurze Wyborczym „Solidarności” (popularnej „Niespodziance”). Brzeziński przybył tam, aby uświadomić solidarnościowy aktyw: Zbigniewa Bujaka, Jana Lityńskiego oraz paru ówczesnych kandydatów na posłów. Mówił o bankructwie komunizmu, w sposób pozwalający się jasno domyślać, że jest głównym autorem tego pogromu. Miał żar w oczach właściwy Moczulskiemu, powtarzał dokładnie to samo, co wcześniej w Krakowie, więc nieco znudzony wyszedłem, czego wcale nie żałuję. Niemniej przyznać trzeba, że był intelektualistą wysokiej próby oraz miał zawsze Polskę na oku. Historia go jednak raczej nie doceniła. Prawdopodobnie to dzięki niemu Polska nie doświadczyła rosyjskich czołgów w 1989 roku – m.in. napisał Carterowi ostrą notę protestacyjną do Breżniewa…

zobacz w Wikipedii – Zbigniew Brzeziński

Michał Boni

Michał Boni Kiedyś minister pracy i polityki socjalnej, zaraz po Kuroniu. Za Kuronia już tylko podsekretarz stanu w tym samym ministerstwie. Obecnie europoseł. Poznałem go podczas kampanii wyborczej w 1980. Początkowo zrobił na mnie wrażenie człowieka, który nie wie, gdzie można bez obaw zrobić kupę. Przez pierwszy tydzień nosił mi wytrwale, zresztą na życzenie, opozycyjne gazetk. Gdy tylko zorientował się, ze jestem spoza „warszawki” i nie przyczynię się do jego oczekiwanego awansu – olał mnie dokładnie, aczkolwiek nie ostentacyjnie. Późniąj nawet niekiedy się odkłaniał. Zrobiono mu krzywdę, sadowiąc go na ministerialnych oraz parlamentarnych posadach. Był zupełnie niezłym dziennikarzem. A jako VIP całkiem odleciał. Widocznym tego dowodem był kretyński klip wyborczy z nim samym w roli głównej. Uśmiechając się idiotycznie wyskakiwał z krzaków pod hasłem „Nie mów >nie< Boniemu, bo nie!”. Na całe szczęście nie rozchylał płaszcza, obnażając swą mizerną męskość. W roli jednego z władców Polski podobno był pracowity., niewiele jednak było z tego pożytku.

zobacz w Wikipedii – Michał Boni

Zbigniew Bujak

Zbigniew BujakRobił za opozycję w podwarszawskim Ursusie, skąd wyrósł na szefa regionu Mazowsze. Przebiegle nie startował w wyborach 1989, zapewne brzydząc się wspólnego zdjęcia z Wałęsą. Publicznie przepraszał za „Solidarność”, następnie zaś zawieruszył się w jakimś kanapowym ruchu, gdzie bez trudu uchodził za lidera. Wraz z Michnikiem otrzymał Nagrodę Praw Człowieka. Warszawa szeptała o produkującej jakieś śrubki spółce, którą miał nazwać „Jasny Gwint”. Kiedyś poseł. Pamiętam, że w czasie pierwszych, częściowo wolnych i demokratycznych wyborów 1989 roku kazał mi wywieszać jakieś oświadczenia, dające odpór pisaninie księcia Giedroycia w paryskiej „Kulturze”. Tuż po pierwszej turze tych wyborów wprawił mnie w ogromne zdumienie, informując, że „wyborów nie wygrywa się długopisem. Przez jego ręce przechodziły ogromne kwoty dla podziemnej „Solidarności”, ale znany nam obu skarbnik milczy jak zaklęty. Obecnie wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim. Za 25 lat postyropianowych rządów jeszcze nie przepraszał, choć ma wątpliwości – „co myśmy przez te 25 lat zrobili dobrze?” Na początku 2015 opublikował w „Rzepie” artykuł „Polska na granicy zdrady”, krytykując „bierność polskiego rządu, polskiej armii wobec Ukrainy”. Zapewne w duchu solidarnościowego „Posłania do narodów Europy Środkowej i Wschodniej” chętnie stanąłby na czele zrywu mającego „powstrzymać Moskali”. Uważa, że polska odmowa pomocy wojskowej dla Ukrainy „to więcej niż zbrodnia, to błąd”. W mojej ocenie sytuacja jest jednak znacznie bardziej złożona – Ukraina nigdy nie będzie miała szansy wygrać z Rosją, po co się więc bić, skoro mądrzej negocjować?

zobacz w Wikipedii – Zbigniew Bujak

Andrzej Celiński

Andrzej CelinskiZawsze wiedział, gdzie stoją konfitury, choć specjalnie nie musiał się wysilać. Nadzwyczaj lotny intelektualnie; cenię go zwłaszcza za precyzję i trafność wypowiedzi. Były: harcownik marcowy, KOR-nik, szef gabinetu Wałęsy niby związkowca, wiceprzewodniczący OKP, senator, promotor Levi-Straussa (tego od dżinsów). Mieszka obok Henryka Wujca; byłem parę razy u niego, ale do Wujca mi było za daleko. Ma trojkę mądrych synów, dziś już dorosłych facetów. Jeden z nielicznych działaczy ,,S”, który się nie zeszmacił. Chyba nawet dałbym za niego głowę (własną). W ostatnich latach zrobił parę fałszywych kroków, m.in. wstąpił do SLD powoli uśmiercanego nieudolnością Leszka Millera. Aktualny lider Partii Demokratycznej. Zatracił nieco swą dawną jasność, klarowność, mądrość i spokój wypowiedzi, choć czasem błyśnie bon-motem w rodzaju „ludzie spoceni w pogoni za władzą”. W mojej ocenie polska polityka się na Nim nie poznała, albo On nie wykorzystał wszystkich możliwości. A szkoda…

zobacz w Wikipedii – Andrzej Celiński

Mirosław Chojecki

Miroslaw ChojeckiNiegdyś KOR-nik, szef Niezależnej Oficyny Wydawniczą) „NOWA”, wydawca paryskiego miesięcznika „Kontakt”. Raczej intelektualny gbur o aksamitnym języku i subtelnych manierach, kiedyś niedoszły szef Telewizji Niezależnej. Wszystko, co robi, należy pisać z dużej litery. Dopóki nie poznałem go osobiście we francuskim miasteczku Vanves, miałem o nim zdanie jak najlepsze. Obecnie takie sobie, zwłaszcza że słuch po nim jakby zaginął. Okoliczność łagodzącą stanowi fakt, że wiele dla prawdziwej „Solidarności” zrobił. Komuniści sprawili mu nielichą przykrość, zbyt pospiesznie godząc się na „Okrągły Stół”. Gdyby tak nie postąpili, za pieniądze francuskich podatników, stałby się Choj (tak mówiono nań w konspirze) Najderem Telewizji Wolna Europa. Obecnie honorowy prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Ale jakoś znacznie mniej widoczny…

zobacz w Wikipedii – Mirosław Chojecki

Paweł Czartoryski

Pawel CzartoryskiZ tych Czartoryskich, co trzeba: hrabia. Doradzał górniczej „Solidarności”, jako wybitny ekspert od dzieł niejakiego Mikołaja Kopernika. Mając 64 lata został przewodniczącym komisji młodzieży w wałęsowskim Komitecie Obywatelskim (tym najpierwszym). Miałem z nim na tym forum ostre starcie, co mi później wypominano. Jak na opakowanie dla błękitnej krwi wydał mi się niedowartościowany. Nigdy nie wróżyłem mu sukcesów na niwie politycznej, miał bowiem temperament bożej krówki. Niezwykle wartościowa oraz ciepła osobowość. Założyciel i patron Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata,  afiliowanego przy organizacji szkół międzynarodowych United World Colleges. [*]

zobacz w Wikipedii – Paweł Czartoryski

zobacz następne:   Alfabet – str. 2 Alfabet – str. 3 Alfabet – str. 4 Alfabet – str. 5

WESPRZYJ FUNDACJĘ DLA DEMOKRACJI – WPŁAĆ PROSZĘ DATEK NA KONTO

PKO BP S.A. nr konta: 71 1020 2498 0000 8902 0590 7557

 




 

pobierz blankiet wpłaty

 

 

powrót na stronę startową