Alfabet Zająca – 2

ALFABET RYSZARDA ZAJĄCA – str. 2


Piotr Gadzinowski

piotr-gadzinowskiKiedyś wice-Urban, był bowiem zastępcą naczelnego w Urbanowskim „NIE”. Nazywany z racji nazwiska, a trochę z powodu charakteru „Gadziną”. Był też prezesem ruchu „NIE”, w której to roli miałem honor go zastępować. W jednej z prasowych enuncjacji mówił o mnie zdania żywcem wyjęte z laurki. Nie byłem jednak pewien, czy całkiem szczerze, czy może z wyrachowania. Dusza każdego towarzystwa, gdy się rozkręci, wszyscy leją po nogach ze śmiechu. Kąśliwy, choć mocno osadzony w realiach numor jego autorstwa, stanowił sól „dziennika cotygodniowego” Jerzego Urbana. Razem z Barańskim współdecydował o obliczu tygodnika „NIE” , ciesząc się zaufaniem szefa, pieszczotliwie nazywanego w redakcji „Łysym”. Oczywiście największy wpływ na tygodnik „NIE” miał i ma Jerzy Urban, dla którego to przekaz treści prawie w całości odautorski. Zarabiał u Urbana ciężką kasę, ale nie ma co zazdrościć Gadzinie tych pieniędzy; tekstów, które pisał nie mógłby przecież płodzić każdy. Z biegiem lat przytył i tylko trochę spoważniał. Nie utracił bystrości intelektualnego oglądu świata, za co zawsze go podziwiałem i lubiłem. Obsmarował mnie kiedyś troszkę w „Nie” po fałszywym donosie jednego przygłupa z Chorzowa. Ale Gadzinie warto wybaczyć…

zobacz w Wikipedii – Piotr Gadzinowski

Jerzy Giedroyć

jerzy-giedroycWśród wtajemniczonych nazywany „Księciem”. Nie bez powodu, bowiem był autentycznym arystokratą herbu Hipocentaurus. Twórca unikalnego intelektualnie dzieła, jakim była, jest i niedługo jeszcze będzie „Kultura”, nazywana „paryską”. Jedyny autorytet, który uznawałem, choć nie do końca się z nim zgadzałem. Z Giedroyciem wymieniłem zaledwie kilka listów, jakąś może godzinę rozmawiałem „oko w oko”. Schodził ze schodów na spotkanie ze mną z widoczną starczą nieporadnością. Ale zachował żywotność i przenikliwość umysłu bystrego i pozbawionego jakiejkolwiek celebry młodzieńca. Działo się to w siedzibie „Kultury” w Maisons – Laffitte, niewielkiej mieścinie która znana jest we Francjii tylko z tego powodu, że kiedyś jej właścicielem był rywal Rotszyldów. Usłyszałem tam, że Polską rządzą królewięta oraz parę słów o ówczesnym stanie ich kory mózgowej. Z ciagłych obserwacji wnioskuję, iż choć ludzie władzy w Polsce zmieniają się co jakiś czas – stan ten nie poprawił się ani o jotę.

zobacz w Wikipedii – Jerzy Giedroyć

Zbigniew Hołdys

hasło w opracowaniu

zobacz w Wikipedii – Zbigniew Hołdys

Gabriel Janowski

Gabriel JanowskiKiedyś, jeszcze za czasów „konspiry”, w warszawskim sklepie, nieopodal SGPiS-u, służącym porządnym ludziom jako miejsce zakupu włoszczyzny, a mniej porządnym za konspiracyjny punkt przyjmowania zleceń dla jak najbardziej nielegalnej drukami, natknąłem się na Janowskiego. Tubalnym głosem wydawał dyspozycje co do objętości i nakładu redagowanej przez siebie bibuły, płosząc emerytki dokonujące transakcji kupna marchewki czy kapusty, przerażone perspektywą tłumaczenia się wobec ludzi bezpieki Kiszczaka. Zaoferował mi ochoczo łamy swego periodyku. Do bliższej współpracy, oprócz namiętnych dyskusji, jakoś nie doszło. W sierpniu 1988, razem z Janem Józefem Lipskim jeździłem po jakichś instytutach psychiatrycznych, gdzie Lipski interweniował w sprawie Janowskiego, zatrzymanego przez katowicką bezpiekę na płocie strajkującej kopalni, bodaj „Manifest Lipcowy”. Oskarżono go bowiem o dewiacje umysłowe. Później został ministrem rolnictwa, co podejrzenia te uczyniło jakby bezpodstawnymi. Podejrzenia odżyły w 2000 roku, gdy PAP podał, że na korytarzu sejmowym miał całować po rękach kobiety i mężczyzn oraz podskakiwać głośno licząc te podskoki. On zaś wyjaśniał, że podstępnie zaaplikowano mu narkotyki. Jako wódz „Przymierza dla Polski” nie zrobił żadnej kariery, może nie tylko dlatego, że wykreślono mu partię z ewidencji.

zobacz w Wikipedii – Gabriel Janowski

Wojciech Jaruzelski

hasło w opracowaniu

zobacz w Wikipedii – Wojciech Jaruzelski

Marian Jurczyk

marian-jurczykUrban napisał o nim kiedyś bezczelnie, że „jest lotny jak furmanka. Z zawodu i osobowości magazynier”. Niewątpliwie szef „Solidarności 80” znajdował się czasem w sytuacji, w której nie mógł sprostać zadaniu. Znacznie częściej jednak udowadniał, że problemy związkowe czy polityczno-społeczne były dla niego drobiazgiem. Mimo wszystko jako społeczeństwo, naród i państwo lepiej byśmy wyszli na zamianie Wałęsy na Jurczyka Jego logika myślenia była bliższa ludziom pracy. Stąd też nigdy nie zalęgły by się w tej głowie dyrdymały o niedojrzałym społeczeństwie, które wciąż nie potrafi ugryźć soczystego owocu demokracji. Mimo swej autentyczności nie odegrał takiej roli jaką mógłby w najnowszej historii Polski, być może z powodów lustracyjnych. Zetknąłem się z nim parę razy przy okazji mej aktywności w „Solidarności 80”, poznał nas Daniel Podrzycki, z którym utrzymywałem żywe kontakty od czasów konspiry. Zrobił na mnie już wtedy wrażenie człowieka przytłoczonego własną legendą.

zobacz w Wikipedii – Marian Jurczyk

Jarosław Kaczyński

hasło w opracowaniu

zobacz w Wikipedii – Jarosław Kaczyński

Marek Kotański

hasło w opracowaniu

zobacz w Wikipedii – Marek Kotański

Joanna Kluzik – Rostkowska

hasło w opracowaniu

zobacz w Wikipedii – Joanna Kluzik-Rostkowska

Roman Kotliński

Romka poznałem nieco później niż on mnie. W 2001 roku na seminarium popularnonaukowym w Łodzi wygłosiłem wykład pt. „Czy Polska jest państwem wyznaniowym” (zobacz). Jednym ze słuchaczy był właśnie Roman, ale jak mi później wyjaśnił, nie dał rady się do mnie dopchać po wykładzie. Bodaj kilka czy kilkanaście dni później byłem na krótkim wyjeździe. Jechałem taksówką w Wiedniu, gdy zadzwonił telefon. To był Romek. Zaproponował mi, żebym został jego zastępcą w tygodniku „Fakty i Mity”. Zgodziłem się, spotkaliśmy się po przyjeździe już w redakcji. Bardzo go lubiłem, chociaż on zawsze sądził, że „uważam go za głupiego” (powiedział mi o tym kiedys po pijaku). Wtedy też poznałem jego ówczesną żonę Ewę, obecnie zarządzającą spółką wydającą FiM. Tygodnik rozwijał się wtedy świetnie. Romek posłuchał mojej rady, aby nie zatrudniać w FiM mordercy ks. Jerzego Popiełuszki, esbeka Grzegorza Piotrowskiego (obecnie Piotrowski współpracuje z tygodnikiem Faktycznie). Romek bardzo mnie rozbawił, gdy pamiętnego 11 września wpadł do mojego redakcyjnego pokoju z okrzykiem „będzie III wojna światowa”. Zapewne ku jego rozczarowaniu nie wybuchła, o czym wtedy mu mówiłem, ale uwierzyć nie chciał. Gdy już nie pracowałem w FiM, przez jakiś czas byliśmy w sporach sądowych. Coż, firma Romka przerżnęła ze mną bodaj 6 czy 7 procesów sądowych. Musiał wybulić w sumie coś około stu tysięcy. Kiedy się znów pogodziliśmy, długo to wypominał.

Potem zaplątał się w kryminalne historie, na krótko zostałem (całkiem formalnie) jego ustawowym przedstawicielem. Konkubina Karolina w alarmowym trybie poprosiła mnie o pomoc, gdy jednego dnia cała ekipa dziennikarska odeszła z FiM. Przyjechałem i w 2 dni zrobiliśmy kolejny numer z niczego. W czwórkę, tj: 2 składaczy (pozdrowienia dla Remika), Karolina i ja jako jedyny dziennikarz. Uratowałem tygodnik i firmę. Zostałem znów zastępcą, tym razem nieobecnego Romka. Niestety, Karolina zamiast zarządzać spółką albo uczyć się dziennikarstwa, wybrała rolę królowej. Uwierzyła, że została „kobietą roku”, bo taką włazidupską okładkę FiM (oczywiście fikcyjną) dostała w prezencie od paru osób z nowej ekipy. Nie miałem ochoty się szarpać z rozkapryszoną ignorantką, zrezygnowałem. Gdy zaczęła mnie kiwać finansowo, wbrew obowiązującym umowom, podpowiedziałem byłej żonie Romka (wciąż była współwłaścicielką spółki) co ma zrobić. Wkrótce prokurator zakazał Romkowi korzystać z praw korporacyjnych oraz jemu i konkubinie pełnienia jakichkolwiek funkcji w firmie. Pełnię władzy (po raz pierwszy od kilkunastu lat) objęła w firmie była żona. Zna się na dziennikarstwie jak wilk na gwiazdach. Niestety, historia lubi się powtarzać. Byliśmy w dobrych relacjach, oczywiście na „ty”, ale – zapewne w podziękowaniu za uratowanie firmy – znów stałem się celem dziwacznych ruchów. Znów było kiwanie finansowe. No cóż, ta historia jeszcze nie ma swojego zakończenia. Będzie miała, zapewne nie tylko sądowe, bo nie lubię puszczać płazem upartego deptania mi po odciskach.

zobacz w Wikipedii – Roman Kotliński

zobacz pozostałe: Alfabet – str. 1 Alfabet – str. 3 Alfabet – str. 4 Alfabet – str. 5

strona w budowie

WESPRZYJ FUNDACJĘ DLA DEMOKRACJI – WPŁAĆ PROSZĘ DATEK NA KONTO

PKO BP S.A. nr konta: 71 1020 2498 0000 8902 0590 7557


pobierz blankiet wpłaty

 

 

powrót na stronę startową